To była końcówka czerwca, słońce świeciło bardzo mocno. Wstałam i spojrzałam na zegarek.
6:30
Zlazłam z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Trochę cię ogarnęłam po czym zbiegłam na dół. Ktoś pałętał się po kuchni. Nie był to nikt inny, jak Liaś.
-Cześć!-krzyknęłam.
-Witaj, czy ma pani ochotę na śniadanie?
-Oczywiście, proszę pana.
Oboje parsknęliśmy śmichem.
-Nie, Diana ty nie umiesz tak mówić.
-Ty też nie.
-No na pewno.
-Co na śniadanie?
-Naleśniki mogą być?
-I ty jeszcze się pytasz, dawaj mi je tu natychmiast.
-Spokojnie wilku. Dopiero je smażę.
-Okay.
Chwyciłam ulubiony różowy kubek z napisem Mornings aren't pretty! i zaparzyłam zieloną herbatę. Upiłam łyk i usłyszałam głos Liama.
-Chcesz z syropem klonowym?
-Tak.
Usiadłam do stołu gdzie leżały naleśniki. Gdy zaczęłam jeść usłyszałam głos mojego brata.
-Naaaaleśniki, ja che. Liam dawaj mi już.
-Co tam mój wiecznie głodny blondasku?-Zwróciłam się do Nialla
-Głodny!
-To tak jak zawsze.
-Nie prawda!
-Prawda.
-Wiem lubię jeść.
Razem z Liamem wybuchliśmy śmiechem.
-Co?-zapytał się zdezorientowany Niall.
-Powiedziałeś że, bo powiedziałeś.-Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
-Aaaa-Niall też wybuchł śmiechem.
Po śniadaniu ubrałam się w różową sukienkę w białe kropki. Chwyciłam torebkę i krzyknęłam:
-Niall idziemy!
-Niee.
-Już!
-Ale nie chcę!
-Musisz!
Chwyciłam brata za rękę i zaciągnęłam do samochodu. Mieliśmy pojechać do centrum handlowego po kilka ubrań dla mnie. Nie miałam siostry a Niall się trochę znał, więc mógł mi pomóc.
Po kilku godzinach zakupów siedzieliśmy w Subway'u i jedliśmy kanapki.
-Słuchaj Diana, razem z chłopakami wpadliśmy na pomysł.
-Jaki?
-W ten weekend.
-No.
-Wszyscy jedziemy pod namiot i chcemy ciebie zabrać.
-Nie wiem.
-Proszę!
-Nie.
-Nic ci nie zrobimy.
-Bo od razu mnie zgwałcicie.
-Ale nie, na serio
-Dobra pojadę.
-Super
W sumie to chciałam jechać. Będzie fajnie,a nawet bardzo.
_________________________________________________________________
I co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach
3 kom next


