poniedziałek, 22 czerwca 2015

Diana My Love cz.8

Od naszego buziaka z Harrym minęły dwa miesiące. Dwa miesiące uśmiechania się do siebie bez powodu, dwa miesiące mrugania do siebie, dwa miesiące tajemnicy. Nikt o tym nie wiedział i jak na razie nikt nie miał się dowiedzieć.

To była końcówka czerwca, słońce świeciło bardzo mocno. Wstałam i spojrzałam na zegarek.
6:30
Zlazłam z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Trochę cię ogarnęłam po czym zbiegłam na dół. Ktoś pałętał się po kuchni. Nie był to nikt inny, jak Liaś.
-Cześć!-krzyknęłam.
-Witaj, czy ma pani ochotę na śniadanie?
-Oczywiście, proszę pana.
Oboje parsknęliśmy śmichem.
-Nie, Diana ty nie umiesz tak mówić.
-Ty też nie.
-No na pewno.
-Co na śniadanie?
-Naleśniki mogą być?
-I ty jeszcze się pytasz, dawaj mi je tu natychmiast.
-Spokojnie wilku. Dopiero je smażę.
-Okay.
Chwyciłam ulubiony różowy kubek z napisem Mornings aren't pretty! i zaparzyłam zieloną herbatę. Upiłam łyk i usłyszałam głos Liama.
-Chcesz z syropem klonowym?
-Tak.
Usiadłam do stołu gdzie leżały naleśniki. Gdy zaczęłam jeść usłyszałam głos mojego brata.
-Naaaaleśniki, ja che. Liam dawaj mi już.
-Co tam mój wiecznie głodny blondasku?-Zwróciłam się do Nialla
-Głodny!
-To tak jak zawsze.
-Nie prawda!
-Prawda.
-Wiem lubię jeść.
Razem z Liamem wybuchliśmy śmiechem.
-Co?-zapytał się zdezorientowany Niall.
-Powiedziałeś że, bo powiedziałeś.-Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
-Aaaa-Niall też wybuchł śmiechem.

Po śniadaniu ubrałam się w różową sukienkę w białe kropki. Chwyciłam torebkę i krzyknęłam:
-Niall idziemy!
-Niee.
-Już!
-Ale nie chcę!
-Musisz!
Chwyciłam brata za rękę i zaciągnęłam do samochodu. Mieliśmy pojechać do centrum handlowego  po kilka ubrań dla mnie. Nie miałam siostry a Niall się trochę znał, więc mógł mi pomóc.

Po kilku godzinach zakupów siedzieliśmy w Subway'u i jedliśmy kanapki.
-Słuchaj Diana, razem z chłopakami wpadliśmy na pomysł.
-Jaki?
-W ten weekend.
-No.
-Wszyscy jedziemy pod namiot i chcemy ciebie zabrać.
-Nie wiem.
-Proszę!
-Nie.
-Nic ci nie zrobimy.
-Bo od razu mnie zgwałcicie.
-Ale nie, na serio
-Dobra pojadę.
-Super
W sumie to chciałam jechać. Będzie fajnie,a nawet bardzo.
_________________________________________________________________
I co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach
3 kom next

poniedziałek, 15 czerwca 2015

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Mój Koncert

Wczoraj miną rok od mojego koncertu w Londynie. Postanawiam wam o nim opowiedzieć.
Mój cudowny tata szukał dla mnie filmu This is us. Wcześniej koleżanka kupiła mi bilet do kina, ale niestety z powodu mojej choroby (nie pytajcie) nie mogłam obejrzeć go w kinie.Tata znalazł film w internecie i razem go obejrzeliśmy. Moja mama tylko na to zerkała. Skończyło się na tym, że tata po filmie śpiewał pod nosem piosenki i zapytał się mnie "Jedziemy na koncert?" odpowiedziałam "Tak" myśląc że to tylko żart. Dwa tygodnie potem tata i mój wujek mieszkający w Londynie kupili bilety na koncert ( rozmawiali przez skype) i na samolot.
6 czerwca 2014 roku  o godzinie 20.00 miałam samolot ze Świdnika do Londynu.
Podekscytowanie wielkie!!!!
Latanie samolotem jest cudowne. Ostatnio leciałam kiedy miałam 3 lata.
Dolecieliśmy około godziny 22 czasu polskiego. Zanim przeszliśmy przez bramki i znaleźliśmy wujka była już godzina 23(czasu polskiego). I co? Wsiadamy do samochodu i kolejna bramka. Pisało żeby wrzucić 2 pensy i tak zrobiliśmy. Bramka się nie otworzyła. Mój wujek klika przycisk,  Gada po tym angielsku i nic. Już zdenerwowany mówi "Rysiu otwórz" po polsku i nagle słyszymy "Już za chwilę". Oczywiście śmiech.
Ok nie miałam opowiadać wam o moim pobycie w Londynie tylko o koncercie.
7 czerwca 2014 roku na stadionie Wembley (tak to się pisze?) w Londynie odbył się koncert One Direction. Z pomalowanymi włosami na biało-czerwono i białej koszulce ze zdjęciem chłopców (ty nawet pamiętam jak byłam ubrana) ruszyłam na stadion.Oczywiście godzina stania w korku. Ojtam Ojtam (ups zabiłam jednorożca). Kupiłam frytki i je zjadłam, sama. Kupiłam popcorn o nazwie Pink Berry Popcorn. Nie polecam kupować coca coli na Wembley.  Po godzinie czekania słyszę pisk wbiegam na główną płytę i ..."a to tylko te pięcio soski". I wróciłam tam gdzie byłam wcześniej. No i nareszcie o godzinie 20.00 (byłam tam od 18.00) na scenę wyszło One Direction. Nie piszczałam, omało nie zemdlałam z przejęcia. Koncert trwał 2 godziny i koniec. Wiecie jak to jest czekać na coś pół roku, a to kończy się w 2 godziny. Byłam z tego powodu zawiedziona. Sztorm(chłopiec który ma jakieś 7 lat i mówi po angielsku) skomentował koncert tak "fajne show ale muzyka mi się nie podobała". Ok jeśli znajdę nagrania z tego koncertu obiecuję je wrzucić.
Ps. zachowałam bilet, mam takie fajne światełko i siatkę z koncertu, ale kompletnie nie mam ich zdjęć więc pojawią się potem. Buziaki i do następnego postu.

500 wejść

Hej niedawno wbiło nam 500 wejść. WOW.
W piątek było najwięcej wejść w historii a ja chciałabym wam bardzo podziękować i poprosić o komentarze. Naprawdę dzięki jednemu komentarzowi wracam z DML ale teraz będę pisała za ile komentarzy next bo wiem na co was stać. W końcu 500 wyświetleń.
A tak poza tym zobaczcie co znalazłam
One Piesełion
Dziękuje

Ps. zapraszam na tego bloga kochamjedendnajbardziej.blogspot.com

środa, 3 czerwca 2015